Zaznacz stronę

Co znajdziesz w dzisiejszym poście:

  • Jak wyglądała moje operacja Bentalla

  • Czym różniła się operacja w 2003 i 2016 roku
  • Jaką miałem rehabilitację
  • Jakie miałem komplikacje po operacjach

Hej, ja nazywam się Paweł Czabak i mam zespół Marfana.

Dzisiaj niestety nie udało mi się nagrać rozmowy z prof. Kuśmierczykiem dlatego też opowiem wam o czymś innym, a mianowicie jak wyglądała operacja od ­­strony pacjenta. Myślę, że dla osoby, którą czeka podobna operacja ważne jest by dowiedzieć się jak to wygląda, czego można się spodziewać i jak to wygląda z perspektywy nas, pacjentów.

W 2003 roku w wieku 21 lat miałem pierwszą operację kardiochirurgiczną. Wtedy „nagle” stwierdzono u mnie tętniaka aorty wstępującej. Wymiar aorty przed operacja był prawie 60 mm więc definitywnie kwalifikował się do operacji. Pamiętam, że jeszcze dwa tygodnie wcześniej imprezowałem ze znajomymi na działce i świętowaliśmy zakończenie sesji na studiach. Chwile później byłem już na bloku. Musicie wiedzieć, że nie miałem żadnych dolegliwości, byłem w pełni wydolny.

Przed kwalifikacją do operacji oprócz standardowego echo serca miałem zrobione wtedy echo przez przełykowe. W tym badaniu dlatego, że tchawica jest blisko serca można bardzo dokładnie zbadać aortę i serce. Badanie nie jest przyjemne, ale da się znieść. Najgorsze dla mnie było to, że badanie było robione na czczo.

Jak już mnie zakwalifikowali do operacji trafiłem na oddział i tak naprawdę procedura w 2003 i 2016 roku była bardzo podobna. Jedyna różnica to przed drugą operację miałem zrobione TK aorty z odcinkiem piersiowo-brzusznym. Oprócz zwykłych badań krwi, doplera tętnic szyjnych, oznaczenia grupy krwi, zrobiono mi jeszcze raz echo, to miałem jeszcze konsultacje stomatologiczną i laryngologiczną. Wszystko oczywiście w IKARD. Te dwie konsultacje najbardziej mnie zdziwiły, po co?

Stomatolog sprawdza przede wszystkim czy wszystkie zęby są zdrowe, bo jeżeli macie gdzieś nie zaopatrzone dziury to podczas intubacji, czyli wkładania takiej rurki do tchawicy, można zakazić górne drogi oddechowe, oskrzela i płuca. Dlatego też jeżeli masz jakieś zęby do „roboty” to lepiej zaprzyjaźnij się ze stomatologiem. W przeciwnym razie jeżeli nagle będzie trzeba robić operację chore zęby po prostu mogą ci usunąć, lub zaleczyć najprostszym, co nie znaczy najlepszym sposobem. Dentysta sprawdza jeszcze czy ma się jakieś protezy, zdejmowane koronki itp. Wszelkiego rodzaju takie rzeczy muszą być usunięte na czas operacji.

Laryngolog sprawdza przede wszystkim drożność dróg oddechowych, ogląda nos, to też wszystko ze względu na bezpieczeństwo podczas operacji. Jedna i druga konsultacja w moim przypadku trwała w sumie nie więcej niż 5 minut.

Dzień, lub dwa dni przed samą operacją odwiedziła mnie anestezjolog, który opowiedział dość ogólnie jak będzie wyglądać operacja. Pamiętam, że za pierwszym razem nikt mi nie powiedział o tym, że po wstawieniu zastawki będzie ona cykać jak zegarek. Warto o takie wszelkie szczegóły spytać właśnie wtedy lub, ew. samego kardiochirurga. Musicie również wziąć pod uwagę, że podczas operacji lekarz może podjąć decyzję, że nie jest w stanie zrobić plastyki zastawki i będzie musiał wstawić sztuczną.

Anestezjolog na pewno da wam zgodę do podpisania, w której będą różne może się zdawać przerażające rzeczy, chociażby zgoda na transfuzję krwi i zgodę na dializę nerek.

Na noc przed operacją dostałem jeszcze w takim małym kubeczku specjalne mydło w płynie którym umyłem się następnego dnia rano. Potem okazało się, że było to po prostu mydło antybakteryjne. Dodatkowo musiałem ogolić sobie dokładnie pachwiny tak by zapewnić bezproblemowe dojście do tętnic udowych. Po pierwszej operacji miałem kilka szwów w pachwinie, a podczas drugiej już mi tam nie grzebali, ale ogolony musiałem być i tak. Uprzedzając wasze pytania, tak pielęgniarki przez zawiezieniem na blok dokładnie sprawdzają stan owłosienia, taka robota.

Po umyciu się niebieskim płynem włożyłem specjalna jednorazową koszulkę nocną, zapinaną z tyłu i pielęgniarka zawiozła mnie na blok. W 2003 roku będąc jeszcze w sali dostałem magiczną tabletkę, po której nic nie pamiętam co działo się dalej. W 2016 roku już nie dostałem takich frykasów. Podobno dlatego, że ten lek zmieniał świadomość pacjentów na tyle, że ciężko było się z nimi dogadać i było z tym więcej problemów niż korzyści.

Dwa lata temu nie dostałem pigułki i dlatego mogę wam opowiedzieć jak to wszystko wyglądało. Tak jak już mówiłem pielęgniarka zawiozła mnie na blok operacyjny tam w śluzie czekał już na mnie zespół pielęgniarek. Położyłem się na stole i zaczęli dokładnie sprawdzać czy ja to ja, czy krew, która mają jest rzeczywiście dla mnie itp. Potem w lewą rękę dostałem kroplówkę i lek usypiający a na twarz maseczkę z tlenem. Po chwili zasnąłem i obudziłem się na sali po operacyjnej. W IKARD nazywają to POP, czyli Oddział Pooperacyjny, gdzie takie miejsce nazywane jest OIOMem, czyli oddziałem intensywnej opieki medycznej. Każdy szpital może to nazywać inaczej ale chodzi o to samo.

POP w IKARD wygląda tak, że na środku stoją biurka pielęgniarek i lekarza anestezjologa. Dookoła stoi kilkanaście łóżek. Praca tam jest naprawdę ciężka, ale do rzeczy. Obudziłem się z rurką w gardle, która podłączona była do maszyny, która pomagała mi oddychać. Pamiętam, że po pierwszej operacji kilka razy próbowali mnie odłączyć od wspomagania oddychania a ja jak zasypiałem to przestawałem oddychać i maszyna musiała mi pomagać. Po drugiej operacji dość szybko odłączyli mnie od tej maszyny i wyjęli rurkę. Dzięki temu mogłem już pić, choć w małych ilościach, a pić mi się strasznie chciało.

Najgorsze było dla mnie to, że nikt nie chciał mi powiedzieć, czy operacja się udała, czy wszystko poszło zgodnie z planem. Zarówno za pierwszym razem jak i za drugim dowiedziałem się o wynikach operacji od najbliższych. To na pewno było bardzo słabe i bardzo mnie to frustrowało.

Dodatkowo po operacji w z brzucha wystawały mi dwa dreny. Każdy z nich to rurka o średnicy zbliżonej do węża ogrodowego. Wyjmowanie drenów to był ostatni element na POPie. Wyjmowanie tych rur to naprawdę ciężkie do opisania uczucie, jakby ktoś ci wyciągał coś z serca. Musicie wiedzieć, że dreny są przymocowane przy sercu a wychodzą pod mostkiem. Jeszcze jedna techniczna sprawa, która mnie zaskoczyła po pierwszej operacji, to cewnik. Tak, można sikać na leżąco.

Największym wysiłkiem jest wstanie z łóżka i zrobienie kroku na wózek inwalidzki. Potem już tylko windą w dół i już byłem na zwykłej sali na kardiochirurgii. Czułem się tak jakby po 4 dniach ktoś mnie wyciągnął z paszczy lwa.

Następnego dnia mogłem, a właściwie zostałem zmuszony do wstania do toalety, a potem już coraz dłuższe spacery po korytarzu i po 14 dniach od operacji zdjęto mi szwy i mogłem wyjść do domu.

To czego nie spodziewałem się po mojej drugiej operacji to dwie rzeczy. Przez to, że miałem słabą saturację, czyli natlenowanie krwi musiałem mieć pod nosem rurkę z tlenem. Przez to miałem bardzo wysuszoną śluzówkę w nosie i w rezultacie miałem trochę uszkodzony węch. Objawiało się to tym, że mój nos był bardzo wrażliwy i denerwowały mnie bardzo wszelkie zapachy. Efekt ten minął po kilkunastu dniach po operacji a po miesiącu było już ok.

Drugą rzeczą to uszkodzone kubki smakowe na języku. To była chyba kwestia intubacji. Efekt był taki, ze prawie straciłem smak i bez względu co jadłem, to czułem to samo. Pamiętam, że przy jedzeniu słodkich rzeczy wydawało mi się, że były gorzkie. Podobnie jak z węchem ten efekt uboczny też dość szybko minął.

Jest jeszcze jedna rzecz. Przez pierwsze kilka nocy miałem kłopoty ze snem, za każdym razem jak zasypiałem to śniły mi się koszmary. Całe szczęście po kilku nocach już spałem normalnie i mogłem się regenerować.

Rehabilitacja po zabiegu to głównie ćwiczenia oddechowe i spacery, spacery, spacery. Nie liczcie na jakieś specjalne ćwiczenia i traktowanie. Chodzi po prostu o to by ćwiczyć płuca po długim okresie kiedy nie pracowały podczas operacji.

Częstą komplikacją po operacji zastawek jest tzw. zespół po perikardiotomii, czyli zapalenie osierdzia. Zdarza się to u od 10 do 40% pacjentów po operacjach kardiochirurgicznych. U mnie po prostu zbierał się płyn w osierdziu i niestety musiałem zostać wtedy dłużej w szpitalu. Próbowano mi to zwalczać farmakologicznie, ale też poprzez zciąganie płynu za pomocą wielkiej igły. Wyglądało to tak. Leżałem na plecach, lekarz po znieczuleniu miejscowym pod kontrolą echo serca wbił mi igłę pod mostkiem i próbował dojść nią do serca. Niestety igła mimo tego, że miała dobre 15-20 cm ledwo sięgała do worka osierdziowego, ale udało się w końcu ściągnąć trochę płynu. Niestety płyn ciągle się zbierał. W końcu najbardziej pomogło mi wypisanie do domu i po 3 dniach jak wróciłem na kontrolę płynu już prawie nie było i mogłem na dobre pożegnać się z IKARDem.